sobota, 10 listopada 2012

Konwent - tam, gdzie ludzie nie gryza

Mniej-więcej tak wyglądam.
Dam-da-da-dam! Z radością oznajmiam, że moje życie jest prawie piękne. Konwentowicze, strzeżcie się - Lori z hukiem olewa maturę i wraca do fandomu, a w pierwszej kolejności odwiedzi warszawski Hellcon. Gdyby ktoś przypadkiem tam był, to będę miała ciastka (sama zrobię, sama!) i chętnie się podzielę. A najlepsze jest to, że za podróż w obie strony zapłacę 50zł - autobusem, w fajnych warunkach, z wi-fi. Żyć, nie umierać. Mama mnie nienawidzi, mój budżet mnie nienawidzi, kot pewnie też wolałby, żebym siedziała w domu... Ale nie, proszę państwa, właśnie dorwałam kawałek życia i nie zawaham się go użyć. Nawet na LoL'a straciłam ochotę, a kiedy mnie nie chce się zbierać fragów to wiedz, że coś się dzieje.

Może i nie jestem jakąś kawaii mangówą z różowymi włosami, może i moja wiedza na temat Japonii (bo konwenty mangowe mam w tym momencie na myśli) nie jest szczególnie rozległa, może i nie widziałam pięciu milionów serii anime, ale te dziwne zjazdy po prostu uwielbiam. Już nie chodzi o samą fascynację Krajem Kwitnącej Wiśni - chodzi o to, że gdybym w pewnym momencie zupełnie przypadkiem nie znalazła się w fandomie, to byłabym smutnym, samotnym człowiekiem bojącym się odezwać do kogokolwiek i uciekającym na widok obcych.

Takie cudo sprzed trzech lat ostatnio wpadło mi w ręce: pięnastoletni
gimbus Lori we własnej zamulastej osobie na pierwszym konwencie w życiu.
Moja przygoda z tymi dziwnymi ludźmi zaczęła się trzy lata temu, konkretnie w walentynki 2010. Znajoma z Warszawy przyjeżdżała na organizowany przez MiOhi Chapter 1: Love i tak namotała, że poszłam razem z nią. I wszystko byłoby całkiem normalnie, gdybym o Japonii wiedziała coś więcej niż to, że leży niedaleko Chin. Należał mi się tytuł Najmniej Ogarniętego Konwentowicza Ever, bo nie miałam zielonego pojęcia, co się dookoła dzieje i o czym ci wszyscy ludzie mówią... Kiedy już załapałam, że anime to nie bajki, skrót DDR można rozwijać inaczej niż Deutsche Demokratische Republik, tost jest podstawą wyżywienia, cosplay to nie nazwa gry komputerowej a vocaloid to żadne tam anime, zakochałam się w tym wszystkim i zwyczajnie nie miałam ochoty wracać do domu. Jednak o czym bym nie napisała, i tak najgorętszym uczuciem zapałałam do ludzi - otwartych, uśmiechniętych, zabawnych i zwyczajnie mających gdzieś to, że w szkole się z ciebie śmieją, że się garbisz, masz tragiczną fryzurę i pryszcza na czole. Idealizuję, to fakt, ale właśnie w ten sposób odebrałam uczestników całej zabawy.

Na moją konwentową rocznicę, trzecią odsłonę imprezy Love, zafundowałam
sobie darmowe wejście, dwa dni zap... ROBOTY i dwa tygodnie choroby gratis.
Minęły trzy prawie cztery (w końcu do lutego zostały raptem trzy miesiące) lata, a ja dalej z bananem na twarzy idę na każdy konwent, na jaki tylko mogę - nie ma ich zbyt wiele, zwłaszcza ostatnio, ale grunt, że się staram i dalej mam do tego górę entuzjazmu, prawda? Konwentom zawdzięczam (poza rozrywką, oczywiście) porządną dawkę pewności siebie i poczucia własnej wartości, a przede wszystkim szerokie grono znajomych, których - mimo miliarda wad, jakie można im wytknąć - nie zamieniłabym na żadnych innych. Niezależnie od tego, jak głupio to nie brzmi. Serio. Bo może i nie rozmawiam z nimi codziennie, ale fandom to jedno z niewielu miejsc, w którym nigdy nie czułam się niechciana... I w które naprawdę wolę się wybrać zamiast siedzieć w domu.

Rychło w czas sobie przypomniałam: gdyby ktoś w ogóle nie wiedział o czym ja piszę, to wikipedia służy pomocą: KLIK!. Dla zainteresowanych - galerie z konwentów można obejrzeć TUTAJ.

Ogłoszenia parafialne
...łańcuszki, łańcuszki ewriłer! Uroczyście przysięgam, że więcej ich tutaj nie będzie. Wiecie, staram się być profesjonalna i takie tam. W zasadzie tego też nie powinnam umieszać, ale uznałam, że... Nie no, niczego nie uznałam, po prostu te pytania od Flores bardzo mi się spodobały. Asertywność -50. Znowu. Żeby nie zajmować tutaj miejsca, moje odpowiedzi znajdziecie po TYM linkiem. Sory memory, nikogo nie nominuję, bo jestem złą, wredną, paskudną egoistką.

21 komentarzy:

  1. KONWENTY SĄ TAKIE CUDOWNE!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Cię miłością bezgraniczną, kosmiczną i bezinteresowną!
    Odpowiedzi na pytania wymiatają. Mamy tak w ogóle dużo wspólnego, zwłaszcza jeśli chodzi o Johnny'ego :D
    Konwenty są w ogóle super. Aczkolwiek ja na japońskie nie chodzę, bo zwyczajnie nie znam się na tym, nie mam pojęcia o co chodzi, może oprócz tego, że wiem, czym się różni manga od anime.

    OdpowiedzUsuń
  3. muszę się w końcu na jakiś wybrać, tyle ludzie chwalą, a ja nic :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje odpowiedzi rozwaliły mnie na łopatki, leżę i śmieję się jak wariatka :D
    Ciekawą masz pasję, choć przyznam, że poza krajobrazami, nie widzę nic ciekawego w Japonii, zwyczajnie nie mój gust. Jak przyznam się do tego publicznie, to dostanę od Lubego porcję pogardy, więc niech to zostanie między nami ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi ciekawie, ale jestem niemal na 100% pewna, że na najbliższy konwet mam co najmniej 60 km i zero orientacji w terenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Konwenty, konwenty, konwenty. Mam jeden w planach w przyszłym roku. Już się modlę do mojego personal Jesus.
    Odpowiedzi na pytania są wspaniałeee :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój chłopak uwielbia konwenty ; p A ja nigdy nie byłam. Chyba mam czego żałować, co?
    Twój blog uzyskał nominację do Liebster Blog. Szczegóły na moim blogu. Serdecznie zapraszam : ).

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy na takim konwencie nie byłam szczerze mówiąc, ale słyszałam już kilka relacji i wygląda na to, że jest to naprawdę fajna sprawa. Jeśli towarzystwo świetne, to wszystko inne też musi się udać!

    Cieszę się, że pytania Ci przypadły do gustu, bo szczerze mówiąc to kompletnie nie wiedziałam, o co mogłabym pytać xD Mogę podpisać się pod punktem 4 i 5 + pod chodzącym przewodem pokarmowym :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Dam-da-da-dam! Przypomniał mi się marsz weselny ;]

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie miałam przyjemności być na konwencie, ale moja kuzynka jest szaloną fanką mangi, anime i Japonii. I kilka moich koleżanek. Wygląda na to, że ludzie całkiem dobrze się tam bawią, ale... to nie mój świat raczej. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też nigdy nie byłam na konwencie i w sumie niewiele wiem o Japonii. W zeszłym roku byłam z klasą w jakimś Centrum Mangi i chociaż w ogóle się tym nie interesuję, to nie było źle i puścili całkiem fajny film, w którym padło tylko jedno słowo, które zapamiętam do końca życia - YOKOSO *ukłon* :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam kilka osób, które też uwielbiają anime i mangę, i jeżdżą na te konwenty, tyle ze w innej części Polski, jednak ja jakoś nigdy sie tym nie zainteresowałam, choć uwierz nie jedna osoba próbowała. To chyba po prostu nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A w życiu bym nie pomyślała, że masz piętnaście lat! Masz jakiś taki styl pisania, że - powiem Ci szczerze - minimalny wiek, jaki bym Ci oszacowała, to 18. Ogólnie to możemy sobie wysoką piątkę przybić, ponieważ mi też nigdy nikt nie daje 15 ;)
    Matko, o najważniejszym bym zapomniała - tytuł bloga: mistrzostwo.
    Jeśli chodzi o konwenty, to nigdy nie byłam i jakoś mnie nie ciągnie. Aczkolwiek Twoje jakby-sprawozdanie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajajaj, dopiero się zorientowałam, jak bardzo niekonkretny jest podpis tego zdjęcia. Chyba tylko ja mogłam zapomnieć dodać, że jest ono z mojego pierwszego konwentu w 2010 roku i WTEDY miałam piętnaście... Hum, przepraszam za wprowadzenie w błąd.

      Usuń
  14. Pewność siebie po konwencie, zaiste kusząca propozycja hrabino, ale konwenty jakby są tematyczne i w sumie nie wiem co i jak, i gdzie, i po co, i za ile.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja na żadnym nie byłam... :< Kusisz, oj kusisz...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ooo miło cię zobaczyć na fotach :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepraszam, ale przez profil w lo mam chyba takie zboczenie: jeśli byłaś na pierwszym konwencie w 2010 to jakim cudem minęły 3 lata? :D
    To wydarzenie musi być świetną rzeczą, bo wiele osób się nimi zachwyca :) ale raczej się nie wybiorę, bo całkowicie się na tym nie znam ;p zostają mi koncerty happysad ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano takim cudem, że tamten konwent był na samym początku roku, więc minął cały 2010 i 2011, a że 2012 się kończy, to jego też policzyłam ^^"

      Usuń
    2. Ale później jeszcze piszesz, że prawie 4 lata, bo 2012 się już kończy :D

      Usuń
    3. Mój błąd. Dzięki za zwrócenie uwagi. :3

      Usuń