niedziela, 4 listopada 2012

Marzenia scietej glowy

Chciałabym, żeby były już święta - nic nie działa na mnie tak kojąco, jak śnieg za oknami, czas na czytanie książek, mróz bezlitośnie szczypiący policzki kiedy tylko opuści się ciepłe mieszkanie... O tak, zwłaszcza mróz. Nie miałam pojęcia, że można tak bardzo kochać jakąś porę roku, ale wraz z nadejściem każdej kolejnej zimy coraz bardziej uświadamiam sobie, że gdybym tylko mogła, natychmiast rzuciłabym wszystko i uciekła hen, na północ, byle dalej. W moim odczuciu lato jest zbyt hałaśliwe, zbyt żywe; nie dość, że ludzie biegają jak szaleni, ciągle coś robią, przejmują się, są rozemocjonowani, to jeszcze pogoda co rusz się zmienia - w jednej chwili świeci słońce, a już parę godzin później szaleje burza... Która zwykle szybko się kończy i znowu mamy bezchmurne niebo. Zwariować można. Zimą (taką prawdziwą, nie naszą polską, wczesnogrudniową ciapą) wszystko zasypia pod warstwą śniegu, różnice w pogodzie ograniczają się do mrozu dużego i większego, a i żadne oberwanie chmury nikogo nie zaskoczy - ot, albo będzie padał śnieg, albo nie. Sporo osób zamyka się w domach na cztery spusty, bo za zimno, rodzice z małymi dziećmi nie chodzą stadami po parkach, bo za zimno. Ptaki nie skrzeczą, bachory nie wrzeszczą, zbyt wiele psów też nie szczeka na dworze, bo i właściciele zwykle na krócej z nimi wychodzą. Ech, zima mogłaby trwać wiecznie.

lorienchan.deviantart.com
Teleobiektyw wreszcie wrócił z serwisu. Jak na maturzystkę przystało, zamiast się uczyć na najbliższy sprawdzian z mojej ukochanej matematyki, od razu pobiegłam do parku - byłam na tyle zmotywowana, że skoro świt zerwałam się z łóżka i zaczęłam polowanie na moje ukochane rude potwory. Wytarzałam się w błocie i liściach, a efekt jest jaki jest. Szczerze mówiąc, zdjęcie jak zdjęcie - ot, wiewiórka siedzi, wielkie halo - ale nie ukrywam, że rozpiera mnie duma, kiedy na nie patrzę. Nie ma co, do naszynal dżeografik nie trafi, ale liczy się, że jest moje. I kropka. Zresztą sami zobaczycie, że kiedyś o zdjęcia mojego autorstwa media będą toczyły wojny. Za jakiś czas, oczywiście. Najpierw muszę trochę poćwiczyć i opanować obsługę tego ustrojstwa zwanego aparatem fotograficznym... E, grunt to mieć jakieś marzenia, prawda? Zresztą i tak bardziej prawdopodobne jest to, o czym piszę teraz, niż mój plan zostania szalonym rockmanem, o którym wspominałam w poprzedniej notce. Swoją drogą, nie zrezygnowałam z tego tak do końca i znowu znęcam się nad gitarą, ku uciesze mamy, babci, kota i sąsiadów. Fakt, miałam być wokalistą, ale póki co nie mam serca, żeby codziennie maltretować wszystkich dookoła swoimi nieudolnymi próbami śpiewania.

Tak bardzo zagrałabym w LoLa... Szkoło, zgiń. Swoją drogą, gdyby ktoś miał ochotę nołlajfić razem ze mną, niech się odezwie, będzie mi bardzo miło. A tymczasem: witajcie, funkcje! I zgińcie przy okazji.

11 komentarzy:

  1. Ja się chcę nołlajfować! Jedźmy gdzieś i zróbmy sobie wyścigi psich zaprzęgów! Albo w sumie nie, bo taki jakby wyzysk zwierząt, no ale..
    Wiewiórka przeurocza. Kiedyś idąc do szkoły, znalazłyśmy z Pseudo na środku ulicy martwą wiewiórkę, leżała na boku i bynajmniej nie wyglądała na potrąconą przez samochód, wyglądała tak, jakby zasnęła i to był taki smutny widok, że wracając ze szkoły, miałam nadzieję znów ją zobaczyć, ale już jej tam nie było. :(
    A ja mam wrażenie, że ludzie ciągle się czymś przejmują i ciągle są rozemocjonowani, bez względu na porę roku. Chyba, że tylko w moim otoczeniu są sami dziwni ludzie, których mam szczerze dosyć. Bycie nołlajfem naprawdę nie jest głupim pomysłem.
    Racja, funkcje też powinny zginąć, jutro kartkówka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski wiewiór!
    Z tym pragnieniem zimy, to się akurat nie zgodzę. Ty na północ, mnie z kolei ciągnie na południe. Jestem ciepłolubnym stworzeniem i każda minusowa temperatura to dla mnie dramat :P
    Hm, może moje preferencje są podyktowane tym, że swoje lato spędzam w dziurze zabitej dechami, którą kocham i zwę Samotnią. Z dala od ludu, z prywatną plażą, lasem pod nosem i świętym spokojem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudna wiewiórka! ;)
    Ja na szczęście żyje w słodkiej nieświadomości do tego, czym są funkcje. I niech tak pozostanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam zimę, ale tylko taką prawdziwą, śnieżną i zimną. Ogarnia mnie wtedy jakiś dobry nastrój. No i oczywiście jest mnóstwo wolnego - święta, ferie. Żyć, nie umierać!
    Funkcje, wrrr, nie chcę nawet o nich słyszeć.

    Z takimi zdjęciami przyszłość związana z profesjonalnym fotografowaniem jest całkiem realna moim zdaniem :) Świetny wiewiór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + Uroczyście ogłaszam, że nominowałam Cię do zabawy (kolejny łańcuszek :P).

      Usuń
  5. Ale wiewióra!
    Też lubię zimę, właśnie za jej spokojność i stateczność ;)
    No i ładny widok za oknem, jeśli spadnie dużo śniegu ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię zimę, ale jakoś mi do niej nie spieszno. Strasznie wtedy marznę i ta wizja mnie przeraża. Cokolwiek bym nie założyła, to i tak jest mi zimno.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako osoba, która podobno uwielbia matmę powiem jedno - rzygam funkcjami, serio. Ostatnio miałam w książce, którą przerabiam trzy działy o nich, które był dość obszerne, więc na razie mam ich serdecznie dosyć.
    Co do zdjęcia to jest przesłodkie - kocham te rude potworki skaczące po drzewach ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od kilu lat nie odczuwam tej świątecznej atmosfery, bo jak można mieć święta, gdy za oknem jest deszcz i plucha zamiast śniegu?
    Powiem Ci, że cała moja matma na studiach to funkcje i jest to o niebo przyjemniejsze niż algebra i inne cuda. To tylko w liceum jakieś takie dziwne się wydaje, ale na studiach jest spoko ; D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie świetne zdjęcie!
    LoL... Przez to ile się nasłuchałam o tej grze od cudownego Bułusia, to już mam dosyć ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. Dawaj, jedziemy na Północ na rozpoczęcie sezonu skoków!! :D
    Ej, mam ochotę zagrać w LoLa...

    OdpowiedzUsuń